czwartek, 31 lipca 2014

Mini rocznica

Miesiąc blogowania za nami! Oczywiście w skali światowej to bez znaczenia, ale dla mnie to całkiem niezłe osiągnięcie, zważywszy na fakt, że pierwsze podejście do blogowania okazało się totalną porażką.
Systematyczne blogowanie nie jest łatwe, niejednokrotnie wykręcało mi rączki, nóżki i główkę na samą myśl o potrzebie kolejnego wpisu. Ale teraz wykształciłam w sobie wewnętrzny imperatyw blogowania! Z pietyzmem poleruję kopytka, aby tym sprawniej klikać w klawiaturę, przemierzam regularnie Internety w poszukiwaniu najbardziej absurdalnych, bezużytecznych i bajecznych tworów ludzkich umysłów. Wszystko to dla sławy, pieniędzy i dla mich Fanów mimo woli, których regularnie zmuszam do podbijania statystyk. 
Niech nam się darzy!


Pozdrawiam
Jednorożek Jubileuszowy 

P.S. Dla tych, którzy śledzą losy Wąsa i mojego ludzkiego Chłopaka - rozdzielono ich siłą: były płacz, sierść, zgrzytanie zębów, pazury i krew. Wąs stwierdziła, że nie zna kolesia, który twierdził, że jest jej właścicielem. Ludzki Chłopak przyznał się do swych uczuć względem Wąsa, Wąs schowała się w kącie nad lodówką... Większy dramat był tylko podczas obrony Jasnej Góry w trakcie Potopu Szwedzkiego.

wtorek, 29 lipca 2014

Wąs prześladowczyni

Dziś ewidentnie jestem Jednorożkiem umęczą pod kocim piłatem... 
Mojemu ludzkiemu Chłopakowi powierzono kotkę Wąsa, podczas gdy jego właściciele bujali się na wakacjach, mając gdzieś cierpienie młodego wąsacza. Ja jako zacny Jednorożek zawsze zabierałam Moma na wakacje, ale nie każdy jest jednorożkiem (to pocisnęłam właścicielom). 
Wąs przez pierwsze dwa tygodnie nienawidziła rodzaj ludzi życząc mu rychłej zagłady, a jedyne co akceptowała, w tak tragicznym położeniu jakim się znalazła, to jej ulubione kiełbaski z Rossmana. W trzecim tygodniu jej włochate czarne serce zabiło mocniej, zdała sobie sprawę, że uwolniona od swojego dawnego życia może zacząć wszystko odnowa. 
I tak zakochała się w mym ludzkim Chłopaku, snując już dalekosiężne plany ich wspólnego pozbawionego jakichkolwiek ograniczeń życia. Jedyne co stało na przeszkodzie kociej sielance to ja - przemoc fizyczna, nękanie psychiczne a nade wszystko wymiałczywane obelgi i przekleństwa, to tylko początek kociej wendety. Wąs jak każda szanując się kobieta przyaktorzyła, gdy w niedzielny poranek leżała niby to nieżywa w kuchni obok z rzuconego przez siebie noża kuchennego i piersiówki. Niestety Wąs nie przewidziała, że piersiówka była pusta i nikt nie kupił jej próby samobójczej. Regularne burdy jakie urządzała w kuchni aby tylko wybawić ludzkiego Chłopaka z pokoju, gdzie siedział ze mną, okazały się aż nadto skuteczne. Wąs była blisko triumfu. Nie pozostało mi nic innego jak zasiać w jej sercu ziarno niepokoju tyczące się jej bajecznego związku... 
- "Wąsie najdroższy, jutro wracasz do domu!" 
- "Miauu???" odparła zaniepokojona.
- "Ale wiesz jak to jest ze związkami na odległość, z początku będzie Cię odwiedzać, ale z czasem więzy się rozluźnią a ty przytyjesz..."
- "Miauuu miauuuuuu" zaprzeczała usilnie.
 
Tak Wąsie, życie dało ci cytryny, ale nie umiesz obsługiwać sokowirówki. Co nie zmienia faktu, że spałam dziś z 4h....

Poniżej ojciec Wąsa w chwili kiedy dowiedział się o odwołanej ceremonii... HAHAHAHHAHA


 Pozdrawiam
Jednorożek Intrygant


niedziela, 27 lipca 2014

Ciasteczkowa niedziela

Kolejny bezproduktywny weekend za nami. Próbuję siłą umysłu przypomnieć sobie czy przez te dwa dni dokonałam czegoś, co warto by zanotować na blogasku, ale nie... jednak nic. Głownie leżałam i jadłam.
Choć co nieco rozmyślałam o tych wszystkich rzeczach, które planowałam zrobić - to prawie jakby je zrobić. Czasu mi brakło hahhaha
A propos jedzenia i bożej niedzieli - obrazek znaleziony w Internetach.



Pozdrawiam
Jednorożek Rozleniwiony 

piątek, 25 lipca 2014

Dary losu

Z racji środowego zkartoflacenia udałam się w czwartek na zakupową terapię wydawania mamony. I tak oto stałam się szczęśliwą posiadaczką kociej maski do spania oraz króliczego długopisu.
Królikopisaczowi poświęcę nieco więcej miejsca - otóż ma on główkę na gumce, co sugeruje wywinięcie jej do tyłu i zaczepienie o nogi, aby móc swobodnie pisać.
Ale niestety nóżki nie działają, a głowa dynda - co uniemożliwia pisanie.
Dodam jeszcze, że jest to królik jednorazowy i nie da się wymienić wkładu.
Absolutnie USELESS HAHAHAHAHAH, ale kosztował tylko piątaka TANIOCHA!



Pozdrawiam
Jednorożek Zakupoholik

środa, 23 lipca 2014

Jest chujowo ale stabilnie...

Dzisiejszy dzień obfitował w stres i degrengoladę życiową. Czuję się absolutnie jak kartofel, który wypadł z reklamówki. Ale kartofel wyedukowany i twórczy: nauczyłam się (chyba) robić gify, co może w przyszłości zaowocować dużą ilością mobilnych kotów w kosmosie oraz wymyśliłam jednorożkowe gadżety promocyjne - za niedługo będzie można zobaczyć namacalne efekty mojego musującego umysłu.
Tymczasem mam dla Was gifcia, który idealnie ilustruje moją obecną sytuację życiową....


oraz motywator jednorożkowy - dla równowagi emocjonalnej


Pozdrawiam
Jednorożek Kartoflany

poniedziałek, 21 lipca 2014

Wakacyjna miłość

Półmetek wakacji już blisko - ta informacja przestała mieć dla mnie jakąkolwiek wartość odkąd skończyłam studia.... Swoje "wakacje" spędzam w banku zdjęć. To bardzo dziwne miejsce - pełne naspeedowanych amerykańców z korporacji, przypadkowych ludzi pozujących na rodzinę, okazjonalnych wektorów i całej masy crapu (to z angielska).
Dla przykładu - szukając "happy people" zaproponowano mi kategorię kataklizmy - choć jakby się nad tym dłużej zastanowić to nawet ma to sens.
Jedna, z wielu karkołomnych kampanii wojennych jakie stoczyłam na terytorium banków zdjęć, poświęcona była poszukiwaniu wakacyjnych fotek i o to co znalazłam.... jedyne co przychodzi mi na myśl to "Rafaello".



Pozdrawiam
Jednorożek Plażowicz

sobota, 19 lipca 2014

Co ja pacze?

Nie każdy rodzi się jednorożcem. To fakt, z którym większość człowieków nie jest wstanie się pogodzić. Ich niekończąca się potrzeba obcowania z nami - jednorożcami zakrawa o szaleństwo maniakalne - chcieliby choć na chwilę ogrzać się w łunie naszej fantastyczności, tęczowości oraz rozkopytkowania. Odkąd sięgam pamięcią nasz wizerunek był nagminnie nadużywany, manipulowany i rozpowszechniany wbrew naszej woli i wiedzy... ale kiedy przemierzając Internety natknęłam się na najnowsze wideło Paris Hilton to aż wyszłam z siebie i usiadłam obok. "Da fak is dat?" - pomyślałam i machina prawa ruszyła. 
Bezsprzecznie jest to teledysk naruszający dobra osobiste jednorożców i na podstawie art. 31 ust. 1 pkt. 1 ustawy o Prawie prasowym wzywamy Paris Hilton do oficjalnych przeprosin za bezprawne wykorzystanie i naruszenie wizerunku jednorożców oraz zamieszczenia owych przeprosin w prasie i telewizji. Zaś powołując się na art. 217 ust. 1 o Nietykalności cielesnej Paris Hilton podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku w zależności od decyzji Sądu Najwyższego za macanie.


Pozdrawiam
Jednorożek Zbulwersowany 

czwartek, 17 lipca 2014

Działalność kontrowersyjna

Dwa ostatnie wpisy wywołały skrajne opinie wśród osób, które zmusiłam do tego, aby weszły na bloga i tym samym podbiły mi statystyki. Część z moich "Fanów mimo woli" opowiedziała się za bożą kaczką, a część za kupkającą księżniczką (wyłączając jedną osobę, która zignorowała wymienione wyżej wpisy, ale pochwaliła mój przepis na kota w kosmosie). Wydaję się, iż nie jest to tylko kwestia percepcji, ani tego co Anglicy nazywają sense of humor. To dychotomia pomiędzy wiarą a tym co nazywamy prozą życia (czytaj przemiana materii), duchowością i rzeczywistością, w końcu sacrum i profanum. Egzystencjalny-moralny wydźwięk mojej twórczości zaskoczył mnie samą HAHahahahHAHaaa

Dlatego dziś przybywam do Was z ziemniaczaną świnką morską - generalnie nie mają one nic wspólnego z bekonem, morzem a tym bardziej ze skrobią. Nie mnie oceniać czym kierowała się osoba robiąca fotkę. Mam nadzieję, że jedyną przykrą konsekwencję jaką odczuł na sobie gryzoń to sraczka po zjedzeniu całego masełka z plecków. 


Pozdrawiam
Jednorożek Dychotomiczny

wtorek, 15 lipca 2014

Przemierzam Internety

Przemierzanie Internetów to niezwykle ekscytujące, aczkolwiek wielce niebezpieczne zajęcie. Serfując po dobrze nam znanych i lubianych rejonach Internetów, jednym przypadkowym kliknięciem wpływamy na nieznane nikomu wody... a wtedy nie ma już odwrotu. Nic już nie będzie takie jak przedtem, a nasze życie zmieni się na zawsze...
I z takiej o to wyprawy przywiozłam Wam kilka gifów... 




Pozdrawiam
Jednorożek Obieżyświat 

niedziela, 13 lipca 2014

Słowo na niedzielę

Niedziela chyli się ku końcowi, kolejny absolutnie nieproduktywny weekend za nami. 
Dziś przedstawiam Wam mojego pierwszego mema, nie wiem czy trafiony ale mnie śmieszy heheh
Udało mi się również zdobyć materiały pod jednorożkową niespodziankę, trzeba je jeszcze obrobić, ale jesteśmy bliżej niż dalej. Wychodzi jednak, że nie taka znowu bezproduktywnie...


Pozdrawiam
Jednorożek Boży 


piątek, 11 lipca 2014

Jest piątek jest impreza


Piątek, piąteczek, piątunio! Jest piątek jest impreza, tym bardziej że wczoraj mój mały zacny Momo obchodził 11 urodziny. Było małe kocie przyjęcie, wspólna celebracja puszki tuńczyka i kocie piosenki. 

Pozdrawiam
Jednorożek Weekendowy

środa, 9 lipca 2014

DIY: Cat in space

Dziś może coś więcej o moich zainteresowaniach pseudo-graficznych.
Tematyka w której nade wszystko spełniam się najlepiej i czuje się jak masełko na rozgrzanej patelni to koty w kosmosie. Fakt faktem, koty najlepiej prezentują się w przestrzeni kosmicznej, dalej plasują się małe gryzonie, leniwce oraz zwierzęta inne. Psy wypadają słabo, ale za to dobrze radzą sobie w stylistyce śląskiej gwary, gdzie koteły nie wypadają tak dobrze. Równowaga w przyrodzie musi być.


Lubię również jednorożce, z którym wiąże pewien projekt ale to na razie TAJEMNICA. Sarenki też są spoko. I wiewiółki.
Co się tyczy szkicownika oczywiście że nic nie narysowałam ŁAHAHAHAHAH

Pozdrawiam
Jednorożek Pro-zwierzęcy

poniedziałek, 7 lipca 2014

Tydzień Cudów

Dziś ostatni wpis w ramach tygodnia cudów. Cud szkicownika, bo o nim będzie tu mowa, dla wielu z Was może wydać się niezrozumiały. Ale jak przez sześć lat plastyka dorobiłam się jednego szkicownika, którego zresztą nie zapełniłam w całości, cud ten nabiera na znaczeniu.

narzędzia pracy

Nic tak nie zachęca do działania jak odpowiednie narzędzia - tym samym stałam się właścicielką kocio-piórnika, czarnych jak moje serce kredek oraz dostosowanego do stopnia mojego lenistwa szkicownik z hasłem przewodnim. Reszta to kwestia wiary hahaha

Pozdrawiam
Jednorożek Uposażony

sobota, 5 lipca 2014

Kampania na rzecz sukcesu, sławy i pieniądzorów


Oficjalnie rozpoczynam kampanie na rzecz walki z lenistwem. Stopień trudności porównywalny jedynie z eksploracją kosmosu przez Nyanasa (zdjęcie powyżej). 
Widmo regularnej produkcji graficzek jest równie nieosiągalne, co jędrne pośladki u Maryli Rodowicz. W planach swych sekretnych marzy mi się wernisażyk (jak się jest z Kakówka to wypada mieć chociaż jeden, żeby sobie wpisać do CV) oraz sprzedaż detaliczna wyrobów pseudo-artystycznych (słowo pseudo jest tutaj kluczowe). Ale to wszystko wymaga mobilizacji, systematyczności, pracowitości... a na samą myśl o tym ogarnia mnie OMG melancholijny nastrój i najchętniej bym się położyła. Smuteczek. 

Pozdrawiam
Jednorożek Złotokopytny 

czwartek, 3 lipca 2014

Jest, nie ma, jest nie ma...


Prowadzenie tegoż blogaska na dzień dzisiejszy jest jakimś niewiarygodnym bólem dupy. Zupełnie nie wiem czemu? Z tego też powodu, bytność moja na tym blogu jest tak niepewna jak życie na Marsie.
Niemniej jednak mam nadzieję, że podejście nr 2 okaże się bardziej szczęśliwe niż debiut.

Pozdrawiam
Jednorożek Zatrwożony

wtorek, 1 lipca 2014

Where the fuck are we?

Znawcy tematu twierdzą, że Internet nie zapomina. Wyjątek stanowi sytuacja, kiedy średnia odsłona Twoich postów wynosi 2, z czego jeden nabijasz sam po wylogowaniu. Wtedy możesz więcej. 
Dwa miesiące temu kiedy zakładałam tegoż bloga stwierdziłam, że to mój pierwszy blożek i nie mam na niego sprecyzowanej koncepcji, która za pewnie wyjdzie w praniu. Otóż nie wyprało się. Czas wrzucić powtórne wirowanie. 
Generalnie problem polega głównie na tym, że jestem leniwa, a dwa że nie mam czasu, choć lenistwo generuje brak czasu. Zatem sarenki wracają. Reszta do zmiany. 

Pozdrawiam
Jednorożek